Seans Fantastyczny #1: Wysterylizowana postapokalipsa: Aeon Flux (2005)

Uwielbiam obserwować jak teksty kultury w niesamowity sposób i na tak wielu płaszczyznach potrafi oddziaływać na odbiorców. Niektóre z nich mają w sobie coś niesamowitego, charakterystycznego i niepowtarzalnego, lecz zarazem głęboko ukrytego. Coś, co potrafimy poczuć i zasmakować, jednocześnie mając problem ze wskazaniem i nazwaniem magnetycznej siły, która nas oczarowała czy nieraz zniewoliła. Niestety siła ta nie na wszystkich działa. 

Wspominając o oddziaływaniu kultury na odbiorców, od razu na myśl przychodzą najbardziej charakterystyczne fandomowe reprezentacje. Na jednym krańcu boiska ubrani w szkolne mundurki znajdują się zwolennicy magii i czarodziejstwa niestrudzenie wierzący, że w końcu dostaną wyniki tegorocznej rekrutacji do Hogwartu. Po drugiej stronie preferujący powłóczyste szaty i kolorowe neony wyznawcy Mocy. Tatuaże, kubki, koszulki, naszywki, dokładana znajomość każdego filmowego dialogu czy książkowego szczegółu to niezbite dowody na magiczne wręcz oddziaływanie kulturowego produktu, świadczące jednocześnie o jego sukcesie. Jest coś pięknego w tym, że dorosły człowiek przebiera się za fikcyjną postać, po tym, jak spędził z nią wiele godzin i nieprzespanych nocy. Oddani fani nie powinni być jedynymi podatnymi na promieniotwórczy pierwiastek niektórych tytułów. Taką wrażliwością wykazywać powinni się wszyscy reżyserzy zajmujący się filmowymi adaptacjami i ekranizacjami książek, komiksów czy animacji. Słaba odporność powinna być ich obowiązkiem i z całą pewnością ułatwiłaby im prace.

Zadanie, przed jakim stoją, wydaje się niezwykle proste. Wystarczy, że odnajdą oni w istniejącym już produkcie „to coś” – element budujący niezwykłą aurę, kreujący niepowtarzalny klimat, zamknięte w słowach zaklęcia oczarowujące odbiorców, duszę, która sprawiała, że w historii chcieliśmy zatopić się bez reszty. Jest to najtrudniejszy element, bo niezwykle trudno jest wyłapać i nazwać to fascynujące nas światełko. Jeżeli ktoś zatrzymał się już na dłużej i spośród wielu tytułów wybrał właśnie ten, który trzyma w rękach, wpatruje się w niego z fascynacją i podskórnie czuję potrzebę przeniesienia swojego skarbu na duży ekran, musiał dostrzec to coś (przecież musimy wierzyć, że nie robią tego tylko dla pieniędzy). Potem pozostaje już tylko wykorzystanie swoich umiejętności, aby zrobić coś nowego, pamiętając jednak cały czas o „tym czymś”, które nas zauroczyło.

Aeon Flux miała w sobie dużo charakteru. W tym momencie w mojej głowie odzywa się Fassbender w roli młodego Magneto i jego sparafrazowana kwestia mówiąca „prawdziwą Aeon Flux”. Ta narodziła się za sprawą Petera Chunga w 1991 roku. Główną bohaterką animowanego serialu była szczupła, skąpo odziana w strój godny gwiazdki kina BDSM śmiertelnie zabójcza agentka specjalna o ciele zginającym się w miejscach, których nie podejrzewałbym o posiadanie stawów. Jako członkini ruchu oporu jej głównym celem było uprzykrzanie życia Godchildowi. Wszystko to zaś działo się w futurystycznym świecie pełnym odrealnienia, niejednokrotnie obrzydliwych, odpychających i niewłaściwych obrazków. Mimo że głównym wątkiem była walka z tyranią przebrzydłego Trevora, wszystko przepełniała ogromna dawka czarnego humoru (uwaga drobny spoiler), w końcu główna bohaterka niemal w każdym odcinku umierała w naprawdę niedorzeczny sposób.

2.

Co z tym wszystkim zrobiła Karyn Kusama? Wysterylizowała i wykastrowała całkowicie oryginalny pomysł, pozostawiając jedynie bez zmian imiona bohaterów oraz fakt, że akcja rozgrywa się w przyszłości. Tym samym pozbawiła swój film jakiejkolwiek charakterystycznej cechy, która zapadałaby w pamięć lub wyróżniałaby tytuł. Reżyserka, posiadając w dłoni naprawdę świetne karty, postanawia przez cały film pasować. Wykorzystanie niepokojącego i groteskowe klimatu animacji z lat 90 z całą pewnością mogło być zagraniem niezwykle ryzykownym, jednak z całą pewnością przyniosłoby do kinowego świata sci-fi wyrazisty powiew świeżości. Nawet dziś ciężko byłoby znaleźć, postać równie niezwykłą co Aeon Flux (powiedziałem prawdziwa Aeon Flux).

Świat wykreowany przez Chunga nie był jedynym asem, jakim dysponowała Kusama. W roli głównej obsadzono bowiem Charliz Theron, czyli idealny materiał na Aeon Flux. Aktorka niejednokrotnie udowodniła, z jaką łatwością odnajduje się w rolach kobiet z pazurem i dość rozchwianym kompasem moralnym. Niestety braki w scenariuszu spowodowały, że ciężko oglądało się tak niewykorzystany potencjał. Jeszcze bardziej bolesne było dostrzeganie rozczarowania nawet w oczach Theron.

Co w takim razie ma nam do zaoferowania Aeon Flux? Niewiele. Jedyne co możemy zobaczyć to wybrakowaną i słabo obudowaną historię, w której głębszych przesłań i znaczeń należałoby szukać przy pomocy maszyn budowlanych. Zubożałą kreatywność dostrzec można w wyobrażeniu przyszłości, jakim uraczyła nas reżyserka. Bohaterowie co prawda odziani są w futurystyczne stroje, które z wygodą i funkcjonalnością niewiele mogą mieć wspólnego, jednak sam świat wydaje się pozbawiony błyskotliwości, a gości w nim humor niezwykle pozbawiony polotu i chęci. Ponownie wracając do oryginału, Kusama mogła sięgnąć w najgłębsze zakamarki swojej wyobraźni i zrealizować najbardziej zwariowane czy niewłaściwe futurystyczne fantazje, a materiał Chunga jak najbardziej na to pozwalał i wybaczyłby wszystko. Granice kreatywności osiągnięto, zastępując stopy jednej z bohaterek dłońmi oraz przestawiając niezwykły system obronny – niebezpiecznie ostrą sztuczną trawę (wszystko wskazuje na to, że potomkowie twórców LEGO w przyszłości mają się bardzo dobrze i w swym okrucieństwie idą jeszcze dalej).

3.4.

Wszystkie te braki mogłaby zrekompensować i to z nawiązką dynamiczna i efektowna akcja. Ile w końcu mieliśmy już filmów, w którym efekciarstwo było jedynym dobrym punktem programu? Niestety montaż scen walki i wszystkie bardziej ruchliwe fragmenty zmontowane zostały w sposób toporny, odpychający i zaskakująco niechlujny. Niemiłosiernie poszatkowane i sklejone na chybił-trafił fragmenty pasują do siebie w niewielkim procencie przypadków. Oczywiście wracając do filmu już dość wiekowego, można było się tego spodziewać, nie zawsze bowiem słowa „kiedyś to było lepiej” są trafne. Niestety rocznik w żaden sposób Aeon Flux nie broni, co więcej, jeżeli porównamy film do rówieśników, okazuje się, że z tej strony również nadchodzą cięgi. Niemal w tym samym czasie Bruce Wayne przechodził trening u al Ghula (Batman: Początek), Obi-Wan nie doceniał mocy Anakina (Star Wars III), zamaskowany V walczył o wolność (V jak Vendetta), a Fantastyczna Czwó… ok. nieważne, wystarczy już tych przykładów.

iWekAIw

Gdyby chodziło o jakikolwiek źle zrealizowaną wizję sci-fi, która zrodziła się w czyjejś głowie, można by to przełknąć i pozwolić jej zaginąć w pomrokach dziejów. Zostawić ją tam, żeby ładnie ułożyła się koło innych nietrafionych pomysłów lub ewentualnie za kilkanaście lat pokazywać dzieciom „jak nie należy tego robić” (ale w sumie, po co skoro cały czas dostajemy całkiem świeży materiał badawczy). Niestety to, co przydarzyło się Aeon Flux, jest bolesnym dowodem na to, że twórcy pragnący pobawić się z gotową już materią powinni, przed zamknięciem się w swoim cichutkim zaciszu, napisać tekst z tego „co autor miał na myśli”.

Po długim czasie, w którym męczyłem moich znajomych powtarzanymi niczym zepsuta płyta „w książce było inaczej”, nauczyłem się, że dla spokoju własnego ducha oryginał i wszelkiego rodzaju adaptacje warto czasem oddzielić grubą kreską i traktować jako zupełnie oddzielne dzieła. Pozwala to się odprężyć i cieszyć się chwilą, zamiast wypatrywać kolejnych nieścisłości (których nie omieszkamy rozrysować naszym znajomym w pierwszej wolnej chwili). Nie oznacza to jednak, że powinniśmy się zgadzać na każdą profanację. To, że zaczniemy być otwarci i tolerancyjni, nie znaczy, że mamy od razu odkładać na bok widły i rozpalone żagwie (je zawsze warto mieć w pogotowiu). Z drugiej strony przecież nie wymagamy dużo. Wystarczy, żeby twórca dostrzegł „to coś”, co jako fani widzimy i kochamy, a jeżeli mu się to uda, później wybaczymy mu naprawdę wiele.

Egoistyczna Ocena: 

2.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: