Serial Killer #1 Najbrzydsza rodzina Marvela: Inhumans (2017)

James Cameron, wyczekując odpowiedniego momentu dla siebie i swoich kosmicznych krzyżówek Smerfów i Pocahontas, uważa, że czas superbohaterów niedługo dobiegnie końca. Czy to prawda? Wszystko w końcu może się przejeść, lecz nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy to dokładnie nastąpi. Dlatego, póki złoty wiek znów trwa w najlepsze, a widok dziwnie ubranych ludzi biegających po miastach nikogo już nie dziwi, trzeba z sytuacji wycisnąć, ile się tylko da. Tym sposobem na światło dzienne wychodzą czasem rzeczy nieciekawe, nieprzemyślane i nieprzygotowane. Słowem niepotrzebne. Jedyne co za nimi stoi to wiara, że w czasach fascynacji superbohaterami ludzie i tak łykną wszystko.

Kapitan Ameryka, dzierżąc w dłoni łopoczącą na wietrze flagą Stanów Zjednoczonych oraz Iron Man w swojej błyszczącej niczym milion dolarów zbroi wprowadzili komiksowe uniwersa w nowy złoty wiek. O trwającym w najlepsze fenomenie superbohaterów można napisać niejedną pracę. Co roku listy filmowych i serialowych premier pękają w szwach od kolejnych tytułów, które już nie tylko pokazują mniej lub bardziej znane twarze i maski, ale również ukazują zupełnie inne wycinki komiksowych światów. Fascynacja obdarzonymi supermocami bohaterów i antybohaterów nie słabnie. Widownia pragnie herosów i igrzysk, a twórcy coraz częściej i już bez obaw sięgają głębiej między półki po mniej znane postaci pragnąć, zaprezentować dobrodziejstwo inwentarza, zarezerwowanego niegdyś jedynie dla najbardziej zaangażowanych komiksowych czytelników. Widzowie są ciekawi nowych historii, producenci zacierają ręce, liczny na kontach rosną, a popkulturowy asortyment tętni życiem. Nic dziwnego, że w tak sprzyjających warunkach znajdą się tacy, którzy węsząc niepowtarzalną sytuację, są gotowi wypchnąć cokolwiek, by uszczknąć, chociaż kawałek tortu dla siebie. Bo przecież nikt nie wie, jak długo jeszcze potrwa przyjęcie.

Który pomysł będzie lepszy?

Biorąc pod uwagę tłok panujący na rynku, chęć zaprezentowania czegoś nowego wymaga posiadania naprawdę dobrego pomysłu na start. Posiadanie kilku i to nowatorskich zwiększa tylko szanse sukcesu. Przyjrzyjmy się więc Inhumans. Po pierwsze mamy niezbyt znaną grupę bohaterów posiadających charakterystyczne umiejętności (pomińmy fakt, że każda komiksowa grupa może się tym pochwalić). Na pierwszy rzut oka dostrzec można podobieństwo do starych dobrych X-menów. Ci jednak o ostatnim czasie znaleźli się gdzieś w cieniu i nie specjalnie mogą się przebić (szukają nawet ratunku w postaci Deapoola, a to trochę smutne). Rodzina nieludzi z Księżyca wydaje się więc całkiem dobrym materiałem na zastępstwo. Czyli pierwszy całkiem dobry pomysł można odhaczyć. Po drugie przy tworzeniu serialu można sięgnąć po technologię zarezerwowaną dla dużych produkcji i premierowy odcinek przygotować pod kinową salę z wykorzystaniem kamer IMAX. W tym momencie to nawet ciarki człowieka mogą przejść. Wyobraźcie sobie premierę sezonu „Gry o Tron” w kinie albo całą halloweenową oprawę wokół seansu pierwszych odcinków Stranger Things. Drugi całkiem dobry pomysł odhaczony. Idziemy dalej? Po trzecie można sięgnąć po pomysł, który jakby na niego nie patrzeć wymaga mnóstwa efektów specjalnych – społeczeństwo pełne jednostek w rodzaju mutantów, utopijne miasto na księżycu itd. Następnie można niemal cały budżet wydać na wspomniane wcześniej kamery i mieć nadzieję, że w międzyczasie uda się pokręcić fabułą na tyle, aby udało się trochę zaoszczędzić. Można też oszczędzić na kostiumach i na osobach piszących dialogi. Jakby się zastanowić tym ostatnim w ogóle można nie płacić. Ten ostatni pomysł twórcom Inhumans wyszedł idealnie i wszystko wskazuje, że tylko na nim się skupili.

Pierwsze (nie)dobre wrażenie

Rodzina królewska Nieludzi wraz ze sporą liczbą oddanych poddanych uwiła sobie bezpieczne gniazdko na ciemnej stronie Księżyca. Zapewne na tym samym osiedlu mieszkaniowym, na którym znajduje się kosmiczna baza nazistów z Iron Sky i nie ma w tym nic zaskakującego, bo poziom absurdu w obu przypadkach jest naprawdę wysoki (z tym że ci drudzy osiągnęli go celowo). Żyją sobie oni w ciszy i spokoju, strzegąc swojego miejsca pobytu przed ciekawskimi kamerami łazików oraz wyzyskując gorzej urodzonych krewnych w mutacji do pracy na rzecz „dobra społeczeństwa” (co w skrócie oznacza niewolniczą i nieludzką pracę w kopalni). Sytuacja w mieście nie podoba się Maximusowi, który wierząc w sprawiedliwość i równość, postanawia dokonać zamachu stanu i zaprowadzić nowe porządki. Nagła zmiana władzy oczywiście nigdy nie przebiega bezproblemowo, a pozbawieni kontroli i wygnani na Ziemię członkowie monarchii sprostać muszą nowej dla siebie sytuacji.

3

Wszystko wydaje się brzmieć całkiem dobrze. Pałacowe intrygi, spotkanie nieludzi ze zwykłymi mieszkańcami planety, walka o władzę i próba naprawienia społeczeństwa opartego na nierówności i segregacji. Tak naprawdę w Inhumans próżno szukać pozytywnych elementów. Już pierwsze materiały promocyjne zapowiadały, że nic dobrego raczej z tego nie wyjdzie. Zamiast rodzinnego zdjęcia w dumnych pozach zobaczyliśmy amatorskie zdjęcie prezentujące kolekcje nowej linii naprawdę tanich cosplayów. Meduza jedna z głównych bohaterek wyglądała niczym pozbawiona wyobraźni i ochoty do życia Daphne ze Scooby-Doo. Zwiastowało to porażkę i w tym przypadku pierwsze wrażenie było naprawdę trafne.

Kto tu naprawdę jest tym złym?

Do przewrotu dochodzi niemal od razu. Bunt na pokładzie wskazuje, że od razu zacznie się wiele dziać i już ma się ochotę wyłapać ulubieńców, którym potem będziemy trzymać kciuki, ale chwilę… W mieście panuje wyzysk, dyskryminacja i segregacja na podstawie wyników „rytuału przejścia” decydującego o posiadanych później umiejętnościach. Władza zostaje obalona, a nowym królem jest jednostka nieobdarzona nieludzkimi mocami – człowiek, którego miejsce powinno być w kopalni. W tym momencie wszyscy powinni żyć długo i szczęśliwe. Koniec. Nie wiadomo przecież komu mamy kibicować. Czy powinno być nam szkoda bohaterów? Przecież stworzyli i pielęgnowali paskudną formę rządów. Ledwo ich poznaliśmy, a to, czego dowiedzieliśmy się na początku, chwalebne nie było, więc co teraz? Można darować sobie resztę odcinków i wyjść na tym naprawdę korzystniej. Chociaż niestety wszystko, co najgorsze już widzieliście.

a
Posłuchaj… wszytko co najgorsze już widziałeś. Chyba…

Premiera katastrofy

Już sama dwuodcinkowa premiera serialu była kompilacją bodaj wszystkich najgorszych elementów, jakie mogliśmy zobaczyć w produkcji. Wszystko skumulowano w takich ilościach, że dalsze odcinki dali radę oglądać jedynie prawdziwi masochiści. Na każdym kroku dostrzec można finansowe braki produkcji. Stroje, charakteryzacja, efekty specjalne bijące prostotą, nieudolnością i tandetną taniością. Oczywiste jest, że te elementy przecież nie są najważniejsze i nawet produkcje superbohaterską można przedstawić bez drogich zabawek i gadżetów. Jednak uparto się, że mają być kostiumy i supermoce, a jeżeli nie starczy na to środków, to coś wymyślimy po drodze. Nie przejmujcie się, damy radę. Symbolem takiego podejścia jest scena upodlenia Meduzy. Postać dysponująca całkowitą kontrolą nad swoimi długimi czerwonymi włosami nie mogła nimi wymachiwać przecież przez cały sezon, dlatego natychmiastowo odnaleziono jej słaby punkt. Tak jak słabością Supermana jest kryptonit, tak słabością królowej okazała się… maszynka do golenia. Obrazek w założeniu pełen okrucieństwa i podłości zamienił się w jeden z wielu po prostu żałośnie śmiesznych fragmentów. Jednak przestaje to być zabawne, gdy zdajemy sobie sprawę, że ktoś robił to całkiem poważnie, pokazując tym samym jak fatalne zdanie miał o widzach.

1.
Bohaterowie więc lądują na Ziemi i jak jeden mąż tracą swoje moce lub z różnych powodów nie mogą ich nadużywać (uff! Panowie, brawa dla nas, jakoś wybrnęliśmy, zaoszczędzone pieniądze pójdą na catering). Serial z tytułu superbohaterskiego zamienia się w totalną obyczajówkę z elementami kiepskiej komedii romantycznej (takiej typowej, w której romanse są naciągane i wcale nie jest zabawnie). Każda postać przeżywa jakiś fragment żywcem przepisany z Pamiętnika Księżniczki czy innego pełnego przyjaźni i przystojnych farmerów tytuły dla jeszcze nie do końca nastolatek. Cała nadzieja w umiejętnościach aktorskich obsady? I tutaj próżno szukać pocieszenie.

Anson Mount wcielający się w króla Inhumans Black Bolta, nie może się odezwać. Wszystko z powodu jego niezwykłej umiejętności. Swoim głosem bowiem wytwarza fale dźwiękowe mogące zniszczyć wszystko na jego drodze. Znajduje się on w dość wymagającej dla aktora sytuacji. Musi zagrać wszystko jedynie swoją twarzą. Dla wielu byłaby to okazja do pochwalenia się umiejętnościami. Cóż uczyć tego powinni w każdej szkole aktorskiej czy teatralnej, ale widać, że bez tego i tak można robić karierę. Mount robił wszystko, aby swoją mimiką zagwarantować sobie miejsce w panteonie średniej jakości memów. Wygląda jak ofiara przedawkowania halucynogennych grzybków lub sporej ilości gazu rozweselającego. Oglądanie postaci wyglądającej jakby nieustannie była na odlocie godnym Apollo 13 nieśmiało wkradło się na listę elementów mogących sprawić przynajmniej odrobinę radości… wystarczyło samemu wcześniej zaaplikować sobie jakieś konkretne znieczulacze dostępne bez recepty.

2.
Od początku największe pokłady nadziei pokładane były zapewne w Iwanie Rheonie. Znany z roli Ramsaya Boltona, jednej z najbardziej wyrazistych i przy okazji najbardziej znienawidzonych postaci z Gry o Tron pokazał, że jest świetnym materiałem na czarny charakter. Co twórcy zrobili z tak wielkim potencjałem? Maximus, w którego się wcielał, początkowo wydaje się najjaśniejszym punktem serialu. Żądny władzy podburza niezadowolone społeczeństwo, wykorzystując swoją przeciętność – w przeciwieństwie do swojej rodziny jest człowiekiem pozbawionym mocy. Szybko i bezwzględnie pozbywa się przeciwników, by w końcu zasiąść na tronie. Ten jednak do niego nie pasuje. I to całkiem dosłownie. Wygląda na nim jak przestraszony swoim dojrzewaniem chłopiec czekających pod gabinetem higienistki. Smutny (chociaż również trochę zabawny, jeżeli nabrało się już odpowiedniego dystansu) obrazek okazuje się świetnie ilustrować późniejsze zmiany czarnego charakteru. Z każdym kolejnym odcinkiem Maximus z przebiegłego stratega zamienia się w zapłakaną i narzekającą łajzę (której naprawdę niewiele brakuje do nowej księżniczki Disneya – Kylo Rena). Niemal każda jego kwestia to użalanie się nad swoim dotychczasowym losem i ciężkim dzieciństwem. Ze świeczkami w oczach i zaciśniętymi piąstkami krzyczy i tupie, powtarzając ciągle, że to on jest królem Attilanu. Jakże idealnie pasują tu słowa Tywina LannisteraAny man who must say „I am the king” is no true king.

IWAN RHEON
Poza grą aktorską fatalne są również choreografie walki. Te musiano skrzętnie przygotować na podstawie szczegółowych analiz dziecięcych przepychanek na tyle skrupulatnie, że aż oczekiwałem znanych z piaskownicy słów „tylko nie szczepionkę”. Bohaterowie używają uderzeń mocy niczym Luke Skywalker, uziemiając przeciwników niemal bez dotykania. Dialogi są wyświechtane i wypowiadane bez przekonania. Retrospekcje pojawiające się od czasu do czasu przygotowane i odegrane zostały chyba przez szkolne koło teatralne, którego członkiem musiał być syn jednego z pracowników planu. Serial pełen jest mniejszych i większych absurdów, niedociągnięć i niedopatrzeń lub po prostu dowodów olbrzymiego lenistwa. Nie trzeba kierować się złośliwością w doszukiwaniu się apetycznych i rozbrajających perełek. Ot ktoś pokazuje szefowi nagranie, którym jest fragment z poprzedniego odcinka… tak, zgadza się! Zmontowany fragment ze zbliżeniami i ujęciami z różnych kamer (szkoda, że nikt się nie upierał, że to nagranie z monitoringu, byłoby to wręcz niesamowicie bezczelne). Fatalnie rozpisane postaci, kiepska fabuła mająca „logicznie” wytłumaczyć budżetowe cięcia, kiepska jakość niemal każdego elementu, jaki pojawia się w serialu. Wytrzymanie tego wszystkiego dłużej niż tylko premierowy odcinek jest oznaką skłonności masochistyczny lub ogromnego bohaterstwa. Niektórzy bowiem obejrzeli Inhumans, aby ostrzec przed tym innych. Ja nie posłuchałem.

Egoistyczna Ocena:

2.

Jedna myśl na temat “Serial Killer #1 Najbrzydsza rodzina Marvela: Inhumans (2017)

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: