Gabinet Grozy #2: Jak to dokładnie powinno się robić: Hush (2016)

Mike Flanagan uwielbia bawić się filmową rzeczywistością, stale ją naruszając na złość głównym bohaterom. Wytrwale miesza halucynacje, wizję i inne rodzaju odchyły od obowiązujących standardów. W swoich filmach ewidentnie dąży do wprowadzanie widza w stan dezorientacji i wymusza nieustanne powtarzanie „ale o jaką cholerę tu właściwie chodzi?”. Raz musimy się zastanawiać czy bohaterka rzeczywiście ze smakiem pałaszuje na naszych oczach wielką żarówkę. Innym razem udowadnia nam, że w jedynym filmie można upchnąć przeklętą planszę do gry, nawiedzony dom, piwniczne egzorcyzmy i nazistowskiego lekarza-demona na tyle ciasno, że braknie już miejsca nie tylko na sensowne zakończenie, ale i jakiekolwiek wyjaśnienia. Próbując swoich sił w różnych strasznych materiach, dopisuje do filmowego dziedzictwa kolejnego zamaskowanego mordercę. Z tego kombinowania wychodzi jednak coś całkiem dobrego. On jest nie do końca rozprawiczonym dupkiem, którego nienawidzimy. Ona ma w sobie prawdziwą wolę przetrwania. Czyli wszystko jest tak, jak być powinno.

Szczerze i z całego serca nie cierpię osób zakradający się ukradkiem do ludzi po to, tylko aby dotkliwie uświadomić ich, że wcale nie są tak samotni, jak im się może wydaje. Komfortowa bańka zbudowana ze świadomości, że w ciszy i spokoju mogę skoncentrować się na wykonywanej akurat czynności, pęka z łoskotem, bo jakiś żartowniś nie mógł sobie darować wykorzystanie chwili mojej nieuwagi. To cholernie nieprzyjemne. Na początku serce podchodzi niemal do gardła, dając wyraźne sygnały, że zaraz opuści organizm z hukiem godnym sylwestrowej nocy. Nogi miękną w kolanach jakby dostały solidną mieszankę anestetyków, a opętańczy, pełen samozadowolenia śmiech nadawany dokładnie zza pleców sprawia, że dłoń sama zaciska się w pięść. Chwilę później uderza mnie nieprzyjemna świadomość, że mogłem zostać przyłapany na czynności, która zamiast fal śmiechu wywołałaby prędzej pełną konsternacji ciszę. Wtedy tak wesoło by już nie było. Dlatego szczerzę i z całego serca wierzę, że na takich kawalarzy z predyspozycjami do zostania wojownikiem ninja czeka specjalne miejsce w piekle (i mam nadzieję, że jest wygodne, bo pewnie sam też się tam znajdę). Są jednak pewne granice. Straszenie i znęcanie się w taki sposób nad samotną i niepełnosprawną kobietą jest po prostu podłe i okrutne.

Maddie jest głuchoniemą początkującą pisarką. W pełni świadoma społecznego wykluczenia, jakiemu może być poddana, postanawia wyprzedzić je o krok i wyprowadza się do odosobnionego domku ukrytego gdzieś w lesie. Jej twórcze osamotnienie z wyboru od czasu do czasu przerywa rozgadana i pełna życia sąsiadka, a do czekającego ją najprawdopodobniej losu starej panny pomaga jej przyzwyczaić się kotka o jakże wymownym dla całego gatunku imieniu Bitch. W jej spokojnym życiu największym problemem jest kryzys twórczy, do którego i tak podchodzi z ogromnym dystansem rozpalającym tlącą się powoli w sercach widzów sympatie. Mimo że jej świat pozbawiony jest najmniejszego nawet dźwięku, dziewczyna wydaje się prowadzić szczęśliwe życie. Jednak jak na gatunkowe standardy przystało, samotną chatkę odwiedza w końcu zamaskowany gość. Niestety nie proponuję on transakcji cukierek albo psikus, co nie wróży niczego dobrego. Dla Maddie rozpoczęła się gra o życie, której początku nawet nie usłyszała.

2.

Hush początkowo wydaje się całkowicie wyprane z pomysłowości. Mamy duży dom w zalesionej okolicy pozbawionej oświetlenia, samotną i bezbronną kobietę w pułapce oraz krążącego po okolicy niepokojącego kolesia w białej masce. Czy to następca Mayersa? Czy ma on aspiracje na bycie drugim Jasonem? A może to świeża krew, która swoim rozmachem i finezją zasłużyła na własne święto, gdzieś między Halloween a piątkiem 13-tego? Niestety nic z tego. Młody chłopak, wybierając swoją drogę kariery, z całą pewnością marzył o wpisaniu się do panteonu sław w rzeźnickiej branży. Jednak zamiast zostać wschodzącą gwiazdą, rynek szybko zweryfikował jego umiejętności. Niczym uczniak konsekwentnie i starannie wypełnia kolejne punkty z poradnika Zrób to sam, czyli zostań mordercą. Wersja dla mocno początkujących. Zastrasza, prezentuje swoją fizyczną przewagę, osacza i w końcu uświadamia swojej ofierze beznadziejność sytuacji, w jakiej się znalazła. W ten sposób ewidentnie celując w ocenę dobrą na koniec. Szybko okazuje się, że kursu w ogóle nie zaliczy. Zapomina o najważniejszej zasadzie dobrze zapowiadającego się mordercy-psychopaty i zdejmuje swoją maskę — a przecież wszyscy doskonale wiedzą, że z pokazywaniem twarzy trzeba poczekać na prequel.

3.
Maska opada również metaforycznie. Chłopak, zrywając chroniącą go zasłonę tajemnicy, staje się niepewnym siebie uczniakiem, próbującym udowodnić, jaki to on straszny nie jest. Jego drapieżne osaczanie ofiary zamienia się w bezradne podchody nieśmiałego adoratora. Dom Meddie jest najwyraźniej jego „pierwszym razem” i niczym prawiczek przed kolejnym egzaminem dojrzałości wyraźnie nie wie jak się do sprawy odpowiednio zabrać. To najpierw grzecznie poprosi, to znów zacznie próbować od tyłu. Oczywiście, aby nie dać po sobie niczego poznać wykrzykuje groźby mające pokazać, jaki to on nie jest męski. Jakich jednak referencji spodziewał się po takiej akcji. Za cel obrał przecież delikatną, kruchą, uroczą i ze wszech miar bezbronną dziewczynę. Okazuje się, że to właśnie ona kryje w sobie prawdziwego demona. Zwanego instynktem przetrwania.

4.

Z kolejnymi minutami filmu wrażenie początkowego braku pomysłowości wcale nie eksploduje w efektownym pokazie fajerwerków. Chociaż Flanagan nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił trochę swoich ulubionych scen ze znakiem Ufff, czyli to się nie wydarzyło tak naprawdęHush pozostaje niezwykle prosty, klasyczny i banalny. W takim jednak stopniu, że cała ten oczywisty schemat, sytuacja i bohaterowie wprowadzają rześki powiew świeżości.

Ileż to razy, oglądając poczynania nierozgarniętych i do granic możliwości irytujących bohaterów, a których obecność na ekranie ograniczała się do pozostania efektownie poćwiartowanymi workami mięsa, utożsamialiśmy się z tajemniczym mordercą. Przecież nie tak to powinno wyglądać. Dobry horror powinien wywoływać u nas strach, a nie chęć włożenia spawalniczej maski, nabicia kija baseballowego gwoźdźmi i wyruszanie na nocne wycieczki w celu spełniania najskrytszych marzeń. Mimo że Flanagan uwielbia wszystkim kręcić, zapędził się w swoich zabawach tak bardzo, że w końcu postawił wszystko z powrotem na nogach. Czarny charakter nie jest tajemniczą ponadnaturalną (odporną na wszelkie obrażania i mogącą przemieszczać się szybciej niż wskazywałyby na to jego ruchy) istotą. Jest pokręconym dupkiem z dziarą na szyi i oczami tęskniącymi za kolejną działką. Czarnym charakterem, którego każdy z nas może kiedyś spotkać. Jest prawdziwy, rzeczywisty, dotykalny, bo zdecydował się (trochę na swoją niekorzyść) odczarować, postać anonimowego zagrożenia, będącego poza zasięgiem zwykłego śmiertelnika. Meddie zaś wcale nie jest głupia. Chociaż ze względu na swoją ułomność, walkę z tym parszywym dupkiem musi stoczyć na wyższym poziomie trudności, pragnie żyć i o swoje życie postanawia zawalczyć. Starcie to niestety momentami jest absurdalne i śmieszne, ma w sobie jednak sporo autentyczności. Niezdecydowany i niepewny morderca, kontra kobieta, która podkręcana adrenaliną wykorzysta każdy najmniejszy błąd przeciwnika. On jest godny pożałowania i naszej niechęci. Ona dzielnie staje do walki, którą setki dziewczyn z niedoborem szarych komórek wypisanym na twarzy przed nią przegrały. Czyż wszystko to nie jest właśnie takie, jakie powinno być?

Egoistyczna Ocena:

8.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: