Serial Killer #2: Dziadka się nie wybiera: Krypton S01 (2018)

Chyba każdemu z nas towarzysz poczucie zażenowania, gdy zmuszeni zostajemy do oglądania lub wysłuchiwania wspomnień z naszej młodości. Brak podstawowych narzędzi do powstrzymania katastrofy takich jak znajomość dobrego smaku oraz brak świadomości, że wszystko, co zrobimy i powiemy, zostanie potem użyte przeciwko nam przy każdym kolejnym rodzinnym spotkaniu, sprawia, że robimy z siebie pociesznego pajaca w najlepsze. Nasze śmiesznostki zostaną nam oczywiście wybaczone, bo jako małym szkrabom wolno nam więcej. My wybaczamy sobie znacznie rzadziej, a i uraza do rodziców, że nie tylko nie powstrzymali nas, ale zachęcali do krępujących poczynań przed kamerą, znajduje ciepłe miejsce w naszym sercu. Podobne zażenowanie towarzyszy nam, gdy wspomnienia dotyczą naszych rodziców czy dziadków. Swoje śmieszne fryzury, niepokojące stroje, dziwny język i zwyczaje, ku naszemu zdziwieniu, noszą oni w pełni świadomie i z niesłabnącą dumą. Nie ulega zatem wątpliwości, że gdyby Superman zobaczył, co wyprawiał jego dziadek, mógłby być mocno zażenowany. Sprawa wygląda natomiast zupełnie inaczej, gdy bohaterowie wspomnień nie są z nami spokrewnieni. Może właśnie dlatego Krypton był dla mnie bezstresowy i naprawdę przyjemny. Cóż, nadal nie jestem na tyle blisko z człowiekiem ze stali, żeby boleśnie przeżywać spotkania z jego „niefajnymi” krewnymi.

Superbohaterski kontent wylewający się na nas z każdej niemal strony do pewnego momentu może być spełnieniem najskrytszych marzeń i mokrych snów każdego szanującego się geeka. Niestety są i minusy tego dobrobytu. Pierwszy z brzegu i ten najpoważniejszy spędzający całkiem dosłownie sen z powiek niejednego fana: mimo usilnych starań i eksperymentów dobry wydłużyć się nie da. A przecież tyle jest innych interesujących rzeczy mogących wypełnić nam czas. I wcale nie mówię tutaj o wyjściu z kolegami na wieczorne piwo, cała masa książek na półkach sama się przecież nie przeczyta. Dlatego w czasach fantastycznego dobrobytu trzeba nauczyć się wybierać. Ilość kinowych premier w ciągu roku jest wystarczająco satysfakcjonująca. Człowiek co chwile dostaje coś nowego, a i ten przyjemny niedosyty i wyczekiwanie na kolejną porcję pozostają. Co najdziwniejsze z pomocą w tych trudnych chwilach przychodzi również jakość oraz pomysłowość serialowych produkcji. Tytuły spod znaku peleryny i spandexu nie są zbyt pociągające. Kiepskie stroje usilnie próbujące naśladować komiksowe oryginały kują w oczy, historie rezygnujące z akcji na rzecz wewnętrznych dialogów dotyczących komu można zaufać a komu lepiej nic nie mówić o naszym podwójnym życiu i słabości do zakładania obcisłych strojów, bo narazi się go na niebezpieczeństwo. I oczywiście efekty specjalne, których serialowy budżet nie jest po prostu w stanie udźwignąć. Z tych prostych powodów właśnie w tłumie samozwańczych obrońców sprawiedliwości pomijam znane już twarze i wypatruje historii przenoszących nas w czasie i pokazujących wycinek świata schowany w cieniu łopoczących peleryn i wypiętych widowiskowo klat. Gdy wy będziecie się bili z tymi złymi, ja po prostu sobie popatrzę w drugą stronę.

5.

Krypton zabiera nas w odległą podróż w czasie i przestrzeni. Lądujemy na ojczystej planecie Supermana na kilkadziesiąt lat przed jego urodzinami. Głównym bohaterem serialu jest Seg-El dziadek największego ziemskiego bohatera. Właściwie to nie do końca El. Wskutek wygłaszanych przez własnego dziadka herezji godnych Kopernika i Galileusza, chłopak jest świadkiem jego egzekucji i pozostaje pozbawiony rodowej przynależności. Oba doświadczone w dzieciństwie wydarzenia miały najprawdopodobniej ogromny wpływ na dorosłego już Sega. Jest on twardogłowym lekkoduchem rozwiązującym absolutnie wszystkie swoje problemy za pomocą siły i średnio wymierzonego sierpowego. Nie ważne czy chodzi o finansowe długi, kontrolę strażników miejskich, społeczny podziały czy próbę ratowania bliskich. Wszystko wydaje się prostsze, jeżeli na źródło obecnych niedogodności rzucimy się naszym silniejszym barkiem. Seg wyznaje prostą filozofię. Ogłusz, zanim oni ogłuszą Ciebie. Cóż, dziadek nie byłby dla Supermana najlepszym wzorem do naśladowania. Takie podejście do życia przyprawiłoby każdego o imponującą kolekcję siniaków, zadrapań, ran i skaleczeń, nawet w najspokojniejszych czasach. Warunki panujące w rodzinnym mieście bohatera dalekie są jednak od ideału. Religijny fanatyzm zamykający oczy na rozwój i postęp, społeczeństwo podzielone na kasy, kontrola oparta na aparacie przemocy, terroryzm oraz duchowy przywódca przekonujący, że jest wysłannikiem regionalnego boga. Na domiar złego z przyszłości przybywa tajemniczy mężczyzna, ostrzegający o nadejściu kosmicznego najeźdźcy. Krótko mówiąc, źle się dzieje w mieście Ela.

6.

Ze względu na wyłaniające się podobieństwa Krypton porównywany został do marvelowskiego Inhumans (recenzja). W obu przypadkach jednym z głównych wątków jest niesprawiedliwość, wyzysk i bezwzględna dominacja elit w społeczeństwie pozaziemskiej cywilizacji (czyżby Ziemianie rozpoczęli politykę dyskryminacji kosmitów?). Wielu porównanie to spodobało się na tyle, że pozostali przy nim do końca. Dlaczego więc przy oglądaniu jednych miałem ochotę wydrapać sobie oczy i obawiałem się, że masochistyczny seans zakończę z wklęsłą czaszką od nadmiaru uderzeń w czoło? Gdy przy drugich spędziłem przyjemne wieczory, pochłaniając odcinek za odcinkiem? Mam na to kilka wyjaśnień.

Kogo wyście wybrali na bohaterów?

Bohaterami Inhumans jest grupa nadludzi obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami. Nic więc dziwnego, że chyba każdy oczekiwał widowiskowych pojedynków zdominowanych przez telekinetyczne przepychanki, wiązki energii wystrzeliwujące z każdej z kończyn, laserowe spojrzenia oraz wszystkie inne rodzaje ulepszeń, które może pewnego dnia zaoferuje nam inżynieria genetyczna. Zamiast tego główni bohaterowie zostają wyrzuceni ze swojej księżycowej twierdzy i lądują na Ziemi, a gdy okazuje się, że wysokość dostępnego budżetu zbliżona jest do liczby członków rodziny producenta, pozbawiono prawie wszystkich ich mocy. Wraz ze średniej jakości strojami zrzucają również pozory historii o superbohaterach. Zaczynają oni przeżywać romanse oraz zawiązują przyjaźnie niczym w lekkich filmach dla młodzieży.

Wbrew pozorom serial Krypton wcale nie opowiada o społeczeństwie wypełnionym jednostkami pokroju Supermana. Bohaterowie są zwykłymi ludźmi… no dobra, dokładnie to zwykłymi kryptończykami pozbawionymi wszystkich niezwykłych mocy i zdolności (mogą nabyć je, dopiero gdy zażyją kąpieli słonecznej w promieniach gwiazdy takiej jak nasze Słońce). Jedyne więc na co mogą liczyć to intelekt, przebiegłość, siła mięśni i urok osobisty. Mimo że czasy na planecie nie są najlepsze, nikt za bardzo nie struga kozaka, nie ma planu pięcioletniego na prywatną zemstę, nikogo nie ugryzł napromieniowany pająk i nikomu nie śpieszy się, żeby z maską na twarzy walczyć z przestępczością. Na Kryptonie problem podwójnych osobowości jest marginalny. Bohaterowie są wiec zwykli i prości, mają przyziemne jak na standardy planety problemy. Lista największych osiągnięć w życiu Sega jeszcze do niedawna kończyć miała się na spłodzeniu syna, który zostanie ojcem Supermana. Nie mają oni pojęcia o heroizmie i realizują częściowo wybrane przez siebie role społeczne. Jeżeli ktoś chciał kolejnego serialu o superbohaterach, mógł wybrać coś z półki obok.

9.

Kto tu jest w ogóle czarnym charakterem?

Inhumans w swoim szerokim asortymencie bylejakości i przeciętności zaoferowało nam złoczyńcę, którego kino jeszcze nie widziało. Nie, jednak nie. Maximus próbujący przejąć dla siebie władzę z przebiegłego stratega zamienia się w zapłakanego bachora, stale narzekającego jak to nikt go nie lubi, nie szanuje i nie kocha. Wspólnie z Kylo Renem mogliby zorganizować grupę wsparcia, tylko po to, żeby nawzajem przekonywać się, który z nich miał cięższe dzieciństwo. Jakiekolwiek interesujące intrygi całkowicie zagłuszył płacz i jęki głównego czarnego charakteru.

Krypton, jeżeli chodzi o czarne charaktery, postanowił zarzucić spory haczyk na samym początku, licząc zapewne, że w ten sposób przytrzyma przy sobie grupę sceptycznie nastawionych widzów. Zapewne spora część przymykała oczy na dostrzeżone niedociągnięcia lub całą ich masę po to, tylko aby w końcu zobaczyć Brainiaca. Kolekcjoner światów pragnący wyrwać całe miasto z korzeniami i ustawić je w swojej gablotce na trofea, przez ogromną część serialu znajdował się jedynie na granicy naszego wzroku, powoli się zbliżając i zwiększając cień padający na bohaterów. W tym samym czasie drugie skrzypce wcale nie bardzo przy tym fałszując, grał Daron-Vex, główny sędzia i intrygant stojący na straży politycznego ustroju panującego w mieście. To on wydaje wyrok śmierci na dziadka głównego bohatera, a następnie zaszyty w swoim bezpieczny biurze snuje plany i intrygi mające zapewnić mu władze i wpływy. Daron nie jest typem czarnego charakteru, który można podziwiać i pokochać. Chociaż zapytany o swoje astralne zwierze bez wahania wskazałby kryptoniański odpowiednik wilka lub innego drapieżnika, naprawdę jest jedynie obślizgłym szczurem robiącym wszystko, aby przetrwać. Czy właśnie takie podłe szuje nie działają nam najbardziej na nerwy?

1.

Czas już znamy, proszę podać miejsce akcji

W tym aspekcie Inhumans również poszło na łatwiznę. Chociaż głównym podobieństwem obu seriali miała być nie najlepsza sytuacja społeczna u kosmitów, to w przypadku rodziny nieludzi o problemie czasem tylko słyszymy, a zobaczymy na własne oczy jeszcze rzadziej. Bohaterowie w końcu zostali wystrzeleni na Ziemie. Chociaż za grę aktorską i fatalne dialogi wraz z twórcami powinni zostać wystrzeleni w kapsułach w zupełnie przeciwnym kierunku. Pozbawieni mocy biegają po Hawajach, a niezbyt ładnie wygenerowaną makietę Attilanu widzimy jedynie od czasu do czasu i może całe szczęście.

Kandor, miasto, w którym toczy się akcja serialu, może i znacznie odbiega od wizji kryptońskiej cywilizacji przedstawionej w komiksach, ale przecież czasy naszych dziadków też znacznie różnią się od współczesnych. Osiemdziesiąt czy nawet trzydzieści lat temu nikt nawet nie śniłby o poręcznym laptopie, iWatchu czy Google Glass. Większość czasy spędzamy w ciasnych, brudnych i pozbawionych jaśniejszych źródeł światła tunelach i zaułkach. Seg jest bezrangowcem zmuszony swoje życie spędzić na samym dole społecznej hierarchii. Chciałoby się zobaczyć podniebne autostrady, wielkie pałace pełne przepychu, piękne krajobrazy obcej planety i panoramę rozwiniętego, potężnego miasta. Chciałoby się, ale nic z tego. Tak jak wyrzutki społeczeństwa skazani jesteśmy na przebywanie w slumsach Kandoru. Chciało się poruszania kwestii nierówności w serialu? Jak nie pokazać tego lepiej, jeżeli nie odbierając widzom widoków, których pragną zupełnie jak mieszkańcy najniższej warstwy?

8.

Efekty specjalne filmu nie czynią

To całkiem oczywiste. Nawet opowiadając historię o komiksowych osobistościach, można obyć się bez kosztownego CGI, które w połączeniu ze średnimi możliwościami początkującego serialu zazwyczaj daje opłakany efekt. Pierwsze sezony Daredevila czy Jessiki Jones udowadniają, że wcale nie trzeba od razu wciskać bohatera w komiksowy strój. Twórcy superbohaterskich seriali jednak uparcie nie dopuszczają do siebie faktu, że nie wszystko da się przenieść na mały ekran, nie tworząc przy okazji pokręconego potworka Frankensteina. Inhumans ze swoim poczuciem smaku i estetyki urąga wręcz widzowi. Postaci przebrane zostają w stroje, w których wstyd byłoby pokazać się na przeciętnym nawet konwencie. Efektów jest mało, a serial udaje, że w pomysłowy sposób z tego wybrnął. Oglądając kiepską scenografię i kostiumy ciężko nawet odgadnąć, na co poszedł cały budżet produkcji.

Serial wyprodukowany przez SyFy może nie zachwyca, ale z pewnością nie sprawia wrażenia, że ktoś próbuję sobie robić z nas jaja. Stroje, chociaż mało futurystyczne świetnie realizują trendy w modzie tunelowej. Wszelkiego rodzaju efekty specjalne zachowane są na specjalne okazje. Statek Brainiaca, jego wnętrze i w końcu pojawienie się nad miastem dają nam namiastkę niemal filmowego rozmachu. Oczywiście lokacje, w których przyjdzie nam spędzić większość czasu, sprawiają wrażenie, że trafiliśmy na planetę Supermana w czasach kamienia gładzonego. To wszystko ma w sobie jednak pewną przystępną kiczowatość charakterystyczną również dla naprawdę dobrych seriali sci-fi.

2.

Krypton nie jest produkcją oszałamiającą i czy powodującą opad szczęki. Ma w całkiem sporo wad i niedociągnięć. Początkowo trudno wyczuć co tak właściwie jest głównym wątkiem historii. Podświadomie próbuję się znaleźć element, za którym podążymy dalej, nie można się niestety oprzeć wrażeniu, że trafia się w pustkę. Postać głównego bohatera wcale nie ułatwia zakotwiczenia w serialu. Uwaga jest bowiem rozlana pomiędzy zbyt dużo postaci i zbyt dużo napoczętych wątków. Aktorzy może nie odgrywają swoich ról oscarowo, niemniej znaleźć można kilka jasnych punktów. Do twardogłowego Sega trzeba po prostu zapałać bezwarunkową sympatią, inaczej się go dotkliwie znielubi, Lyta i Nyssa, dwie kobiety rywalizujące o względy głównego bohatera (czyli jednak da się go polubić) na przestrzeni serialu ulegają zmianie a początkowe wrażania, jakie wywołały stają pod znakiem zapytania.

Najpoważniejszy problem Kryptonu leży w przynależności do uniwersum DC. Twórcy zdecydowanie chcieli to zaznaczyć, bo postać Supermana w rozmowach bohaterów wraca jak bumerang, a przyniesiona z przyszłości peleryna zostaje klepsydrą odliczającą czas do katastrofy. Usłyszeć możemy o Lidze Sprawiedliwości, a na ekranie pojawia się więcej śmiertelnych wrogów Człowieka ze Stali, niż wymaga tego serial. Seg w przeciwieństwie do swojego wnuka nie ma nadludzkiej siły i gdy ciężar wymagań fanów spada na jego ramiona, nie jest sobie z nim w stanie poradzić. Kryptonitem serialu są oczekiwania miłośników loga DC. Niespełnione fantazje i pragnienia, którym nie były w stanie sprostać najwyraźniej inne superbohaterskie małoekranowe superprodukcje, spadają na serial niczym cięgi, jakimi swoich przeciwników obdarza Seg. Po kliku przyjemnych godzinach spędzonych z serialem nie mogę się oprzeć, że były one nie do końca nieuzasadnione.

Egoistyczna Ocena: 

7.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: