Seans Fantastyczny #3: Szybki numerek na pożegnanie: Sense8 (odc. finałowy)

Nie od dziś wiadomo, że wszystkim nie da się dogodzić. Współcześnie staje się to jeszcze bardziej skomplikowane. Niezwykle trudne jest stworzenie produktu, który odpowiadałby wszystkim. Z jednej strony liczne mniejszości wszelkiego rodzaju liczą na obecność swojej reprezentacji w każdym nowym tytule. Z drugiej strony wielu odbiorców nad wyraz chętnie zauważa, że działania na rzecz kinowego równouprawnienia są często pozorne, a istnienie pewnym postaci uzasadnione jest jedynie chęcią odfajkowania dla świętego spokoju oczekiwań pewnych grup. O ile załogi startrekowych statków były tolerancyjne, zanim stało się to w ogóle modne, to dla mnie współczesnym momentem przełomowym wydawał się serial Sense8. Dążący do wyważenia wszystkich elementów charakterystycznych dla dynamicznej i wciągającej produkcji mógł zostać drogowskazem dla innych blockbusterów. Aż dziwne, że serial został zdjęty po zaledwie dwóch sezonach.

Gdy tylko zaczynam opowiadać moim znajomym, o czym właściwie jest netfliksowy serial, zaraz z tyłu głowy zaczyna wyświetlać mi się informacja, że na świecie jest cała masa ludzi, którzy słysząc ten opis, dostaliby białej gorączki oraz krwotoku z każdego otworu na swojej twarzy. Wszystko dlatego, że wśród głównych bohaterów mamy homoseksualnego meksykańskiego aktora ukrywającego orientację dla dobra swojej kariery, wykształconą hinduskę niechętną zaaranżowanemu małżeństwu, mistrzynię sztuk walki zmagającą się z koreańskim patriarchatem i transseksualnego hackera-lesbijskę. Do tego mamy jeszcze niemieckiego opryszka, policjanta, eksperymentującą z narkotykami didżejkę oraz kierowcę autobusu z Nairobi. Wszystko to prezentuje się jak przesiąknięty do granic możliwości wszelkim moralizowaniem dramat o nietolerancji goszczącej w każdym zakątku świata. Kierując się stereotypami łatwo uznać, że nie ma tu już miejsca na akcję, sceny walki, pościgi i tajemniczą instytucję (taką, w której pracownicy chodzą w białych kitlach, a w rubryce hobby wpisują zazwyczaj grzebanie w mózgu niezwykle uzdolnionym jednostkom). O dziwo jednak wszystko ma tutaj swoje miejsce. Kolorowa społeczna mozaika stworzona przez postaci daje okazję do przestawienia całego wachlarza współczesnych problemów pierwszego świata. Bohaterowie całkowicie się od siebie różnią, zmagają się innymi życiowymi niedogodnościami i najprawdopodobniej nigdy w życiu by się nie spotkali, gdyby nie fakt, że są kolejnym etapem ewolucji. A to wiążę się z całą masą komplikacji.

2.

Sensaci, czyli przedstawiciele homo sensosrium, żyją w 8-osobowych stadach, w skład których wchodzić mogą osobniki zamieszkujące najodleglejsze zakątki świata. Nie przeszkadza im to zupełnie w komunikowaniu. Członkowie grupy są bowiem połączeni ze sobą niezwykłą empatyczną i telepatyczną więzią. Stopniowo się oni poznają oraz odkrywają możliwości, jakie płyną z bycia częścią stada. Mogą oni się ze sobą porozumiewać, dzielić swoim doświadczeniem, umiejętnościami i wiedzą. Wzajemnie potęgują oni swoje fizyczne doznania, które również przeżywają wspólnie. Już nigdy więcej zamykając się w pokoju z chusteczkami, nie będą robili tego w samotności. Czytał dla państwa Redaktor Ego. Oczywiście jak to bywa w przypadku każdego popkulturowego ewolucyjnego przeskoku, tak samo sensaci stają się celem tajemniczej organizacji, która oprócz paru pytań i testów z przyjemnością otworzy kilka głów i usmaży trochę mózgów. Na przełomie 23 odcinków każdy dostaje swoją chwilę dla siebie, Poznajemy ich małe światy, prywatne problemy i powody do radości. Pełny energii i humoru Lito zabiera nas na plan filmowy latynoskich filmów akcji, poznajemy traumatyczne dzieciństwo wychowanego na ulicy Wolfganga, a Capheus mający dobre serce pełne nadziei i wiary w lepsze jutro spełnia swoje marzenia o prowadzeniu własnego autobusu. Bohaterów z czasem zaczynają łączyć coraz bliższe relacje i aż uśmiech rośnie na twarzy, gdy obserwujemy rodzące się między Willem a Riley uczucie.

W każdym niemal odcinku, poza zawiązującymi się relacjami, mogliśmy oglądać popisy niesamowitego montażu. Z jednej strony pełne dynamizmu, świetnie dopracowane i poprowadzone sceny walki i „grupowego” zmagania się z problemami. W płynnie poprowadzonych sekwencjach na ekranie postaci stale symbolicznie wymieniaj się „ciałami”, oferując w ten sposób zagrożonemu członkowi stada swoje umiejętności, by po chwili towarzyszyć przyjacielowi z boku, dając mu rady, a na koniec pojawić się wspólnie w pełnym składzie. Ogląda się to z prawdziwą przyjemnością, bo całość jest pozbawiona kujących w oczy przeskoków czy topornych cięć. Z drugiej strony wszelkie romantyczne wątki doprawione są artystycznymi, pełnymi namiętności, seksualnego uniesienia scenami ogromnych orgii. Tak, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. To wszystko nie najlepiej się przyjęło i w momencie, gdy historia rasy sensatów zaczęła się nawarstwiać i rodzić coraz więcej pytań, serial został zdjęty.

1.

Siostry Wachowskie, nie chcąc pozostawiać widzów z rozgrzebaną fabułą, bez żadnych rozwiązań i wielkiej imprezy na pożegnanie, specjalnie dla fanów zdecydowały się na odcinek finałowy. Zamykając w ten sposób wszystkie niedokończone sprawy. Netflix, zapewne nie słysząc nigdy o naszym rodzimym kastrowaniu serialowego Wiedźmina w celu stworzenia filmu, dał zielone światło. Efekt jak można się spodziewać, był niestety podobny. Mając pewnie w szufladzie swojego biurka dokładnie rozpisane plany na kolejne XXX sezonów, Wachowskie od swojego pomysłów odchodzić nie zamierzały i mimo mocno ograniczonego czasu antenowego postanowiły skorzystać ze swojego własnego gotowca. Wyobraźcie sobie teraz, że ktoś próbuje upchnąć od 2 do 3 sezonów w dwugodzinnym filmie. Mimo najszczerszej sympatii pomysł ten nie pachnie najlepiej, tym bardziej że mamy liczną grupę głównych bohaterów i kilka razy więcej wątków do zamknięcia. Tak samo, jak fanów, siostry nie chciały zaniedbywać wykreowanych postaci. Finał sezonu przypomina w pewnym stopniu orgietki, które oglądać mogliśmy w poprzednich odcinkach. Wszystko upchane jest niezwykłe ciasno, każdy próbuje robić to, co do niego należy, niestety wiszące nad głowami niczym katowski topór zadnie „koniec zdjęć” sprawia, że wszyscy się śpieszą, byle skończyć, póki włączone są jeszcze kamery.

Z finałowego odcinka bije pewnego rodzaju smutek. Nie chodzi tu o losy bohaterów czy świadomość zbliżającego się rozstania. Wyraźnie rzuca się w oczy jak wiele rzeczy miał dla nas przygotowany serial. Jeszcze bardziej dobija fakt, w jakim pośpiechu wszystkie te elementy są nam podawane. Zamiast różnorodnej kolacji pełnej egzotycznych smaków dostaliśmy sporego fast-fooda. Nadal niesamowicie apetycznego, ale jednak fast-fooda. Wraz z bohaterami od samego początku wsiadamy do pędzącej fabularnej kolejki i pośpiesznie zamykamy kolejne wątki, również te, których zaniedbanie niespecjalnie przeszkadzałoby widzowi. Wachowskie nie odchodzą nawet od początkowych pomysłów, które w filmowym skrócie nie mają już najmniejszego sensu, a bez których moglibyśmy się naprawdę obyć z korzyścią dla dania głównego. Akcja, ku mojej radości, pędzi na łeb na szyję, wiele się dzieje, a poszczególne elementy charakterystyczne dla serii są nie tylko obecne, ale zrealizowane nadal ze staranną pieczołowitością. Niestety konsekwentne zamykanie poszczególnych wątków, zamiast porządnego trzaśnięcia na koniec, zamienia się w pokaz klamek w domu meblowym. Na ekranie bowiem poza głównymi bohaterami pojawiają się wszystkie, absolutnie wszystkie postaci drugoplanowe, a ze względu na pośpiech ich wejście na scenę nieraz jest mocno naciągane. Rozumiem, że rozstania potrafią być bolesne, ale niemal przypadkowe spotkanie dwóch osób w wielomilionowym mieście, to drobna przesada. Kurczowe trzymanie się pierwotnego zamysłu było z pewnością podyktowane miłością do fanów, jednak w ostatecznym rozliczeniu dało całą masę irytujących drobnostek, które skwitować można było jedynie słowami: ok, gdyby mieli cały sezon, byłoby to lepiej pokazane.

Sense8 FinaleSerial Sense8 charakteryzował niezwykły rozmach, naprawdę solidna próba połączenia problematyki wszelkich mniejszości z dynamiczną akcją. Świetny montaż, nieźle zapowiadająca się historia oraz ciekawie rozpisane postaci sprawił, że produkcja stała na bardzo wysokim poziomie. Chociaż nie pozbawiony wad, (drugi sezon w pewnym stopniu kopiował pierwszy, ale to chyba przypadłość wielu głośnych nowości) serial miał w sobie spory potencjał i z pewnością potrzebował odrobiny czasu, żeby właściwie go wykorzystać. Niestety tego czasu został pozbawiony, a popkultura zyskała kolejny, zdecydowanie ładniejszy, lecz nadal bolesny przykład, że robienie filmów z serialu to wcale nie taki dobry pomysł. Nawet jeżeli chciało się zrobić w ten sposób dobrze najwierniejszym fanom.

Egoistyczna Ocena: 

7.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: