Gabinet Grozy #4: Oglądanie amatorskich filmów może negatywnie wpłynąć na psychikę: Sinister (2012)

Pamiętacie z dzieciństwa to charakterystyczne uczucie zaraz po obejrzeniu strasznego filmu? Wraz z napisami końcowymi bezpieczny i jasny do tej pory dom zamieniał się w siedlisko wszelkiego zła i zagrożeń. Ja to uczucie pamiętam doskonale. Nagle każdy przedmiot wokół posiada w sobie potencjał do nieeleganckiej trepanacji lub tracheotomii, chaotycznie rozrzucone na fotelu ubrania przybierają kształt krwiożerczego Cujo, w każdym kącie kryje się Regan z Egzorcysty, a najzwyklejsza podróż z sypialni do toalety staje się brawurowym aktem odwagi. Jedynym bezpiecznym miejscem jest ciepłe łóżko, a najskuteczniejszą obroną przed wszelakim demonicznym złem jest ulubiony koc. Gdyż w myśl filozofii Kubusia Puchatka, jeżeli ja ich nie widzę, to oni nie widzą mnie. Te przeżycia to w dużej mierze zasługa moich rodziców, dlatego chciałbym podziękować im za cudowne dzieciństwo. Może ze względu na to właśnie poczucie pewnego irracjonalnego lęku, od którego rozpoczyna się Sinister, główny bohater był mi tak bliski. Chociaż podobieństw mógłbym doszukać się więcej. 

Ellison jest doświadczonym pisarzem, który swoje pięć minut ma już dawno za sobą. Kolejne książki wychodzące spod jego pióra, mimo najszerszych starań mężczyzny, nie mają szans z rosnącymi stertami rachunków. Dotychczasowa rezydencja musi pójść pod młotek, a rodzina wraz z kartonowymi pudłami i zaległymi ratami wprowadza się do znacznie mniejszego domu. Na szczęście kryzysy finansowe w amerykańskich filmach nie są nigdy na tyle dotkliwe, aby bohaterowie musieli mieszkać w ciasnych klitkach, dlatego w nowym rodzinnym gniazdku znajdzie się wystarczająco dużo miejsca, aby poganiać się z ewentualnymi duchami czy seryjnym mordercą. A po okolicy z całą pewnością ktoś będzie się kręcił. Ellison w ostatnim akcie desperacji i próbie napisania bestselleru przekracza granice dobrego smaku. Nowy dom był bowiem świadkiem paskudnego morderstwa. Mężczyzna, licząc, że wspomnienie makabrycznej zbrodni unoszące się w powietrzu w końcu wypełni go weną, odnajduje na strychu spóźniony gwiazdkowy prezent – pudło z projektorem i kolekcją taśm. Pisarz, czując wzrastające w nim młodzieńcze podniecenie, zupełnie jak za czasów młodości, zamyka się w swoim pokoju i zaczyna oglądać amatorskie filmy. To jednak, jak ostrzegali lekarze, zaczyna mieć wpływ na jego psychikę.

2.

Wszystko rozpoczyna się od wprowadzenia naprawdę apetycznego klimatu i świetnie budowanego napięcia. Krótkie materiały znalezione przez Ellisona pełne brutalności są niepodważalnym dowodem okrutnych zbrodni. Pamiątką pozostawioną przez, sądząc po zaprezentowanym artystycznym rzemiośle, porządnie porąbanego zwyrodnialca. Scott Derrickson wcale nie zamierza nam dawkować kolejnych epizodów z Kroniki wątpliwie udanych rodzinnych weekendów. Początek Sinistera zdominowany zostaje przez nieprzyjemne obrazy uwiecznione na taśmie ku uciesze naszego wewnętrznego psychopaty. Nadmiar brutalnych treści wywołuje u mniej odpornego widza niepokój i obawę, która zaczyna się równie wyraźnie rysować na twarzy Ellisona. Każde skrzypnięcie podłogi i szmer w korytarzu z codziennego hałasu awansują nagle na dowód obecności czegoś złowrogiego. Wręcz nienaturalnie głęboka czerń wypełniająca każde pomieszczenie wcale nie pomaga przerażonemu umysłowi w podsuwaniu racjonalnych wyjaśnień. Sprawa powiązanych ze sobą morderstw pochłania całkowicie mężczyznę i jest materiałem absolutnie wystarczającym do podtrzymania atmosfery. Podsyca nieprzyjemne poczucie, że jesteśmy przypadkowymi świadkami czegoś niestosownego i niewłaściwego – trafiającej w czułe punkty surowej śmierć pozbawionej filmowej charakteryzacji.

1.

W tym jednak momencie Derrickson okazuje się mieć w sobie więcej z niedojrzałego dzieciaka, niż z seryjnego mordercy, na którego zdawało się, że pozuje. Trochę narozrabiał, a potem stracił zainteresowanie rozgrzebanym tematem, zupełnie jakby miał do czynienia z rozjechanym przez siebie psem. Sinister zamienia się tym samym w koncert banałów. Kiepsko ucharakteryzowane dzieciaki latają po domu, udając duchy, straszą nieletnich domowników i każą im malować na ścianach swoje podobizny. Podłogi skrzypią coraz bardziej, a wiekowy projektor okazuje się mieć wbudowaną opcję automatycznego wybudzania. Cała atmosfera powoli zaczyna się ulatniać, a sfrustrowany niewykorzystany potencjał postanawia się spakować i zwinąć z domu jeszcze przed napisami końcowymi. Od czasu do czasu postanawia wysyłać jednak pocztówkę czy dwie, gdyż produkcja ma jeszcze trochę przebłysków. Niestety nie rozpalają one ledwie tlącej się nadziei, bo historia zaczyna krążyć w miejscu, a przeczucie, że finał będzie zrobiony na szybko, tylko narasta.

3.

Ostatecznie Sinister bardzo przypomina pisarską karierę głównego bohatera. Na początku wszystko przechodzi najśmielsze oczekiwania. Makabryczne zbrodnie, okultystyczne znaki i tajemnicza postać, która urwała się sesji nagraniowej Slipknota twarzą naprawdę solidną i gęstą atmosferę. Na tyle dobrą, że nawet tak banalne już jumpscare’y znajdują dla siebie odpowiednie miejsce i czas, niegłupio wpasowując się w całość. Potem jednak przychodzą kiepskie lata i chęć powtórzenia sukcesu wszelkimi sposobami. Wtórne pomysły na spółkę z kiepską charakteryzacją i nieciekawymi efektami psują całkowicie klimat. Zakończenie zaś jest desperackim rzutem na taśmę, w którym może i udałoby się dostrzec dobre chęci, jednak robione w pośpiechu wymazuje już całkowicie z pamięci wspomnienia o dobrym początku.

Egoistyczna Ocena: 

7.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: