Seans Fantastyczny #4: Niektóre rzeczy powinno pominąć się milczeniem: Mute (2018)

Przekrwione ze zmęczenia i niewyspania oczy, drżące ręce, przyśpieszona praca serca i rozszerzone źrenice. Właśnie zaaplikowaliśmy sobie cudowny towar, ale dawka okazała się nieoczekiwanie zbyt mała. Wszystko z nas schodzi, a my pragniemy więcej. Niczym wygłodniałe zombie szukamy czegoś, co zapewni nam podobne doznania. Nie ma mowy, że tak po prostu wrócimy do codzienności. Co charakteryzuje dobry film, serial lub książkę? Przychodzący zaraz po zakończeniu kac. Ostatnie dziesięć stron książki okazuje się podziękowaniami i spisem treści, a napisy końcowe przychodzą nagle i nieoczekiwanie wyrywając nas z niezdrowego niemal transu. Chcielibyśmy zostać w wykreowanym świecie jeszcze dłużej, dowiedzieć się co zdarzyło się dalej, a bohaterów nie odstępować nawet na krok i być z nimi już zawsze, a już szczególnie w ich najbardziej intymnych chwilach. Niestety koniec nadszedł i już. Nie ma na niego sposobu. Czujemy niedosyt i tęsknotę i zaczynamy odliczać dni do kolejnego sezonu lub tomu. Po prostu suszy nas i chcielibyśmy, aby cudowny stan upojenia potrwał jeszcze chwilę. Kulturalny kac w końcu musiał być przez kogoś zauważany i wykorzystany. Niestety diler nie zawsze chce być z nami fair i łapiąc w pułapkę znajdujących się na głodzie umęczonych widzów, próbuje szprycować nas czasem podłym towarem.

Dość łatwo powinni zauważyć to wszyscy zaplątani w sieć nietfliksowych premier. Zanim jeszcze zdążyliśmy porządnie ochłonąć po premierze drugiego sezonu Stranger Things, na horyzoncie pojawiło się niemieckie Dark. Nie tylko w ewidentny sposób wykorzystujące motywy z amerykańskiego poprzednika, ale dorzucając do tego klimat z Broadchurch i lekko muskając skojarzenie z It za sprawą żółciutkiej jak słońce w samo południe pelerynki przeciwdeszczowej głównego bohatera. W momencie, gdy niczego nieświadomi wpatrywaliśmy się w napisy końcowe ostatniego odcinka Alienisty, Netlfix już zaczął zamawiać podobnego tematycznie Freuda. I również tym razem odpowiedzialni będą za niego nasi zachodni sąsiedzi. Wśród głośniejszych serialowych premier ostatnich miesięcy z całą pewnością można wymienić również Modyfikowany Węgiel. Skąpany w cyberpunkowej kolorystyce początkowo miał być drugim Blade Runnerem i chociaż do wpisania się do kanonu klasyki sci-fi troszkę brakło, szukał odpowiedzi na całą masę poważnych zagadnień. I w tym przypadku niektórzy nie zdążyli dotrzeć nawet do połowy sezonu, gdy pojawiły się pierwsze zwiastuny kolorystycznego bliźniaka zatytułowanego Mute.

Film przenosi nas do Berlina niedalekiej przyszłości. W mieście z łatwością odnaleźć możemy wpływ wielu stylów. Panoramę miasta oświetla cukierkowo-neonowa paleta barw charakterystyczna dla rasowego cyberpunku. W klubach i na salonach obowiązują krzykliwe futurystyczne stroje pełne jaskrawych barw, krzykliwy, wyzywający makijaż oraz… plastikowe dodatki. Jak na szanującą się metropolię przyszłości, tak i tu nie mogło zabraknąć brudnych, zadymionym kanalizacyjnymi wyziewami, slumsów, gdzie w najlepsze rozwija się sztuka wyrażania swoich frustracji poprzez graffiti. Każda uliczka obowiązkowo jest brudna ciemna i niebezpieczna, brakuje tylko tabliczek informacyjnych „kokaina, tężec i kosa w nerki już za 10 metrów”. Smaczku całości dodaje dostrzegalny w aranżacji niektórych wnętrz wyraźny wpływ późnego NRD. W świecie tym żyje Leo. Jest barmanem w jednym z kolorowych i krzykliwych barów. Mężczyzna, wskutek wypadku w dzieciństwie oraz przekonań swojej matki, która nie wyraziła zgody na niezbędną operację, zostaje niemową. Jakby życie nie było dla niego i tak już wystarczająco utrudnione pielęgnuje styl życia wybrany przez swoich rodziców. Jest amiszem. Powodzenia w świecie pełnym technologii. Gdy go początkowo poznajemy, wydaje się spokojnym, uroczym i słodkim osobnikiem z ramieniem do wypłakania i sercem do kochania. Jeżeli jednak ktoś naprzykrza się jego ukochanej, zamienia się on w prawdziwego rycerza. A raczej nieco tępogłowego barbarzyńcę na sterydach, który na wszystko reaguje agresją. Pod tym względem przypomina nawet trochę Kovacsa z Modyfikowanego Węgla – trochę blizn, groźny wyraz twarzy i przemoc jako odpowiedź na większość problemów. Z tą różnicą, że Leo cały czas ma spojrzenie nieszczęśliwego szczeniaczka. Gdy jego dziewczyna zaczyna się dziwnie zachowywać, a po wspólnej upojnej nocy po prostu znika, mężczyzna postanawia rzucić wszystko i wyruszyć w głąb ponurego świata przyszłości.

1.

Leo niczym wzór wszelkich cnót, bohater w każdym calu, dla ratowania ukochanej rzuca się w paszczę okrutnego świata. Staje się detektywem-amatorem i postanawia rozwiązać sprawę zaginięcia dziewczyny. My za to zaczynamy się zastanawiać jak wiele niegodziwości i ludzkiego zepsucia odkryje podczas swojej podróży. Jak wielu problemów będzie świadkiem, jaki koszmar przyszłości nam zaprezentuje. W końcu jednak pojawia się pytanie, czy Mute będzie o czymkolwiek. Bohater zaczyna poruszać się od punktu A do punktu B w schematyczniej, nieciekawej i pozbawionej polotu historii. Próżno szukać tutaj napięcia, zaskakujących zwrotów akcji, ślepych zaułków i niepokojącej tajemnicy, której kolejne elementy będą wskakiwać na właściwie miejsce z upływem czasu. O Wizjo Przyszłości! Brakuje tutaj nawet ciekawych postaci spotkanych po drodze. Leo zaczyna być jak ten nielubiany chłopiec popychany na korytarzu przez większych kolegów. Tym razem złośliwymi starszakami są sami twórcy przesuwający bohatera z miejsca na miejsce, kpiąc przy okazji również z widzów. Stajemy się świadkami kiepsko rozpisanej misji pobocznej w jakiejś większej historii.

3..jpg

Na nieciekawy wątek główny zawsze można byłoby przymknąć oko, gdyby był jedynie pretekstem do zaprezentowania wszystkich odcieni szarości naszego gatunku, upadku wartości, który w sci-fi zazwyczaj dodawany jest do zestawu na wynos. W tym aspekcie Mute również cierpi na poważne niedobory. Wszystkie poważne kwestie przedstawione są w sposób niedbały i pozbawiony kreatywności. Niektóre z nich rzucone są widzowi niczym ochłap prosto pod nogi, było tak w przypadku wątku lekarza-pedofila, inne silą się na żałosny humor. W pokoju 101 jest zboczeniec, który znęca się nad dziewczynami do wynajęcia. W jaki sposób pokażemy to widzowi? Już wiem, zamontujmy na jego łóżku kopulujące manekiny do crash testów. No panowie, za takie pomysły należą się oklaski na stojąco i dożywotni zakaz kręcenia poważnych filmów.

2.

Mute cierpi na niedobory niemal w każdym aspekcie. Nie ma co liczyć na zachwycające zdjęcia i zapierające dech w piersiach ujęcia. Świat przedstawiony zbudowany został z przeszczepów od gatunkowych krewniaków, a większość z nich nawet porządnie się nie przyjęła. Próżno szukać tutaj czegoś niezwykłego czy chociażby charakterystycznego. Wszystko to już widzieliśmy i to zazwyczaj w zdecydowanie lepszej wersji. W miejscach, gdzie film próbuje dorzucić coś od siebie, ujawnia się absolutny brak kreatywności. Pomysłowości brakło w tworzeniu wątku głównego, który jest nieciekawy i zupełnie niewciągający. Historia mimo że ma zadatki na wyciskacz łez, niespecjalnie potrafi poruszyć. Rysowanie wizji przyszłości skończyło się na kiepskim naśladownictwie, przez co oglądanie Mute wygląda jak podróż do przyszłości z zastrzeżeniem, że nie możemy wyjść z autobusu, a jedynie wyglądać przez zamazane brudne okno. Szkoda w tym wszystkim trochę samego głównego bohatera. Jest on prawdziwym romantykiem uwięzionym w niesprawiedliwym świecie. Gdybym miał wskazać jakiś pozytywny element to miłość i oddanie głównego bohatera, który wytrwale dążył po niedopracowanej fabularnie trasie, by uratować ukochaną. Tylko, że to troszkę za mało.

Egoistyczna Ocena: 

3.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: