ruBryka Filmowa: Fantastyczny rok 2018 (I)

That was Marvelous! Wasn’t It?

Minął kolejny rok spod znaku kina trykotu i supermocy. Twórcy nie przejmując się, że bohaterowie w kolorowych i obcisłych wdziankach mogliby się komukolwiek znudzić, nieustannie rywalizują o aprobatę surowej publiczności. Ta natomiast pragnie igrzysk i błyskotliwych żartów. Mimo że nadal podzieleni, na arenie dominują bohaterowie Marvela. Czy jednak za każdym razem udaje im się wyjść bez otarć i siniaków? 

Nowa wersja „Króla Lwa” od Disneya wyglądała na pierwszy rzut oka naprawdę dobrze, prawda? Kolejny bohater wchodzący do uniwersum Marvela zrobił ogromną furorę i zaczął ostrzyć pazurki nawet na oscarową statuetkę. Mimo wszystko wydawał się jednak niepokojąco znajomy. Losy Czarnej Pantery to tak naprawdę napisana na nowo historia Simby. Twórcy nawet szczególnie nie kryli się z podobieństwami, na co wskazywały niektóre sceny niemal żywcem wyjęte z animacji. W pewnym momencie naprawdę zacząłem czekać, aż ktoś weźmie głównego bohatera na ręce, a w tle zabrzmi charakterystyczne „nants ingonyama…”. Mimo entuzjazmu miłośników filmów z zabawnymi kotkami Czarna Pantera w swoim solowym debiucie wyglądał niczym zwierzak wystraszony światłami nadjeżdżającego samochodu. Główny antagonista zagina go dwoma zdaniami i jednym argumentem, tłum zgromadzony podczas królewskiej walki przypomina publiczność ze starych gier piłkarskich, a bujająca się nad kombinezonem głowa Chadwicka będzie śniła mi się po nocach. Natomiast skoki i wybryki w czarnym wdzianku sprawił, że Wakada miała ogłosić zmianę oficjalnej nazwy Vibranium na Niemożlivium. Brakowało tu pazura, którym T’Challa skradł serca swoim epizodem z „Civil War”. Na całe szczęście obecność pełnej humoru Shuri rekompensowała brak Timona i Pumby.

a.Czarna Pantera: 6/10

Życie ze świadomością, że jest się jedynie wytworem znudzonej i pełnej ponurego humoru wyobraźni autora nie jest łatwe, ani przyjemne. Biegającemu w obcisłym czerwonym stroju niepoprawnemu żartownisiowi to jednak nie przeszkadza. Deadpool, humorem Reynoldsa, ze skutecznością kuli do rozbiórki burzy czwartą ścianę i dostarcza nam rozrywki niczym najwyższej klasy dostawca pizzy — szybko i konkretnie. W swoim drugim podejściu Deadpool wyczuł, czego się od niego oczekuje i postanowił zadowolić tym widzów. Nie ma dla niego żadnej świętości, nieważne czy chodzi o Batmana, czy wózek Profesora Xaviera. Energiczny najemnik postanowił przede wszystkim zabawić się z fanami superbohaterów, wypełniając swoje usta nawiązaniami do popkultury i świata komiksu. Niestety, jak mawiał Thanos, we wszechświecie musi panować równowaga. Dla żartów poświęcono fabułę. Historia wydawała się poszarpana i chaotycznie przeskakiwała naprzód. Sprawiało to, że występ Deadpoola przypomina nie tyle film, ile program stand-upowy, w którym komik pędzi do kolejnych kluczowych żartów, nie przejmując się w ogóle płynnością.

bDeadpool 2: 7/10

Pojawienie się Venoma miało oznaczać nadejście odrobiny grozy, mroku i horroru do marvelowskiego świata. Skończyło się jednak tak jak zawsze: dwuznacznymi tekstami, całą masą żartów i cukierkowymi bohaterami. Chociaż momentami było naprawdę strasznie. Przebrnięcie przez początek filmu było w końcu prawdziwym koszmarem. Po co tworzyć ciekawych bohaterów i sensownie przedstawiać ich przeszłość, skoro wszyscy i tak czekają na „We are Venom” w wykonaniu duetu Hardy & Morderczy Organizm z Kosmosu. Gdy z rozmachem rozpisano już scenariusz, równie obszerny co czytany przez was akapit, przyszła pora na danie główne, czyli pełne humoru, lekkie, całkiem przyjemne i w ostatecznym rozrachunku nawet relaksujące dialogi głównych bohaterów. Venom miał przebojem wbić się do kina i urywać napotkanym ofiarom wszystkie kończyny i inne odstające elementy. Zamiast tego to Sony, bojąc się ryzyka, powyrywało symbiontowi wszystko, co najpaskudniejsze, zostawiając kolejnego bohatera, którego supermocą jest nieustanne emitowanie błyskotliwych spostrzeżeń.

c.Venom: 7/10

Najgłośniejsza i najbardziej wyczekiwana przez fanów produkcja spod znaku Marvela była wzruszającą, pełną odwagi i oddania opowieścią o próbie ratowania wszechświata. Samotny i niezrozumiały altruista pragnie powstrzymać nadchodzącą katastrofę. Wyrusza w długą podróż, by odnaleźć potężne artefakty, mogące dać mu moc spełniania życzeń. Spoczywające na jego barkach zadanie jest dla niego wyjątkową próbą charakteru, gotów jest jednak poświęcić nawet życie ukochanych osób dla dobra miliardów istnień w całym kosmosie. Jego misja zaczyna wisieć na włosku, gdy próbuje go powstrzymać grupa ekscentryków z Ziemi… Na braci Russo spadła olbrzymia odpowiedzialność widowiskowego zwieńczenia dziesięciu lat pracy nad jednym filmowym uniwersum. Do zadania podeszli z błyskotliwością i przebiegłością. Siegnęli bowiem po jeden z najlepszych fragmentów zaprezentowany dotychczas w MCU i rozciągnęli go na 2 godziny, tak aby dostarczyć miłośnikom współczesnego kina superbohaterskiego to, czego pragną najbardziej. „Infinity War” to scena walki na lotnisku z „Civil War” zamieniona w film. Widzowie dostali wszystko, co zawierała w maksymalnych możliwych dawkach. Nieustanna akcja, błyskotliwe dialogi, masa kolorów i efektów, wielka bitwa oraz dziesiątki bohaterów biegających po ekranie. W tle zaś poważna, niejednoznaczna historia i motywacja Szalonego Tytana. Po seansie poczułem się, jakby Thanos swoją rękawicą uderzył mnie prosto w kamienie nieskończoności.

d.Avengers: Infinity War: 9/10

Był to również rok, w którym odszedł od nas Stan Lee — ikona popkultury, symbol Marvela i jeden z najważniejszych twórców niesamowitych komiksowych postaci. To między innymi dzięki niemu od lat możemy obserwować prywatne życie i przeżywać zmagania ukochanych bohaterów. W dzieciństwie marzyłem o tym, by być Spider-Manem. Dziś marzę o tym, by być tak pozytywną i niesamowitą osobą jak Stan Lee. Dziękuję. Excelsior! 

[Jest to fragment przeglądu przygotowanego dla magazynu #kulturalnie, który ukaże się w styczniu]

Resztę przeglądu znajdziecie tutaj:

[Jazda po sentymantach bez trzymanki]
[Czy rozmiar ma znaczenie?]
[The freezing touch of fear]
[Takie dawno, dawno temu, tylko że dla dorosłych…]
[Gdzie oni się wszyscy podziali?]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: