ruBryka Filmowa: Fantastyczny Rok 2018 (II)

Jazda po sentymentach bez trzymanki 

Niezwykle sentymentalny ze mnie gość. Gdy tylko mam się gdzieś przenieść lub zakończyć jakiś etap w życiu, zaczynam snuć się po okolicy jak bohater filmu, któremu do kulminacyjnego punktu w budowaniu postaci brakuje jedynie smug deszczu na szybie i rockowej ballady w tle. Za konkretnymi miejscami, utworami czy starymi grami kryje się cała masa ciepłych obrazków, do których tak przyjemnie jest wrócić. Filmowcy uwielbiają od czasu do czasu szarpać za te struny. Nie każdy jednak ma do tego talent.

Steven Spielberg, mimo że ma na karku już ponad 70 lat udowodnił, że posiada w sobie jeszcze dużo młodzieńczej fantazji i energii. Pracując na książce Ernesta Cline, stworzył kolorowy, pełen życia teledysk, na którym zamiast na instrumentach gra na sentymentach. Ze wszelkiego rodzaju nawiązań i easter eggów ukrytych zazwyczaj na drugim lub dalszych planach zrobił danie główne, serwując widzom przejażdżkę popkulturowym rollercoaster. „Ready Player One” to wielki test z popkultury. Przygotowany jednak przede wszystkim dla nowego pokolenia geeków, które o cudach i niezwykłościach lat 80 mogło usłyszeć co najwyżej od rodziców. Fani pamiętający z autopsji klasykę przez duże K mogą poczuć się oszukani czy nawet zniesmaczeni cukierkową otoczką hollywoodzkiej adaptacji. Co z fabułą? Czy rzeczywiście była potrzebna, gdy obok ciężarówki Drużyny A, pojawiał się K.I.T.T. z „Nieustraszonego”, czerwona Christine od Kinga i DeLorean z „Powrotu do Przyszłości”, a nad nimi na dachu bujał się King Kong?

ready player oneReady Player One 9/10

Ekscentryczna archeolożka Lara Croft z pewnością gościła w niejednym mokrym śnie miłośnika gier komputerowych. Wysportowana, wygimnastykowana, pełna energii i animuszu stała się popkulturową ikoną, której Czerwona Jaskółka może co najwyżej artefakty czyścić. Dzięki swej popularności wkradła się w końcu na ekrany kin, gdzie bardziej niż plądrowaniem starożytnych ruin zajmowała się ociekaniem seksualnością i odwracaniem uwagi od fabuły swoimi wielkimi… atutami. Panna Croft w wykonaniu Angeliny Joli była napompowaną do granic możliwości i przyzwoitości chodzącą seksualną fantazją niedojrzałych chłopców ściskających w dłoniach swoje joysticki. Na szczęście Lara w swoich grach złagodniała i dostała nową historię. Szybko dało to o sobie znać w kinie. Słodka, urocza i niewinna Alicia Vikander została idealna początkującą poszukiwaczką przygód. Wybór aktorki był najlepszym, co mogło spotkać serie… niestety nowy „Tomb Raider” udowadnia, że wygląd się nie liczy. Pierwsza przygoda Lary została wykarczowana niczym tropikalny las, a twórcy zupełnie zapomnieli, co najbardziej lubimy w archeologicznym kinie akcji. Bohaterka mknie przez dżungle, a kolejne zagadki rozwiązuje, jakby ponownie przechodziła znaną już grę, nie informując widza, jak do tego doszła. Sama końcówka zaś została leniwie przepisana niemal jeden do jednego z „Ostatniej Krucjaty”. Mimo świetnej Lary zabrakło w tym świetnego Tomb Raidera.

tomb raiderTomb Raider: 5/10

 

[Jest to fragment przeglądu przygotowanego dla magazynu #kulturalnie, który ukaże się w styczniu]

Resztę przeglądu znajdziecie tutaj:

[That was Marvelous! Wasn’t It?]
[Czy rozmiar ma znaczenie?]
[The freezing touch of fear]
[Takie dawno, dawno temu, tylko że dla dorosłych…]
[Gdzie oni się wszyscy podziali?]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: