ruBryka Filmowa: Fantastyczny Rok 2018 (VI)

Gdzie oni się wszyscy podziali?

Dorosłe życie to jak gra w chowanego na najwyższym poziomie trudności. Znajdź pracę, mieszkanie, partnerkę i miejsce na wakacje. Wszyscy chcą, żebyś czegoś szukał, a nagrody nie zawsze są zadowalająca, natomiast system kar jest mocno przesadzony i psuję resztki zabawy. Idąc do kina, chciałbym się odprężyć, ale tam też każą mi czegoś szukać.

Gdy miłośnicy Harry’ego Pottera poszukują i wyczekują kolejnych „Fantastycznych Zwierząt”, głównie ze względu na fragment ukochanego przez nich uniwersum, ja jestem wdzięczny Newtowi po prostu za wprowadzenie przynajmniej odrobiny magii na duży ekran. Niestety synonimem odrobiny magii we współczesnym kinie jest kręcona z rozmachem scena, w której powinno ucierpieć pół miasta. Skromny świat Rowling małymi kroczkami początkującego adepta zaczyna zmierzać w kierunku filmów, w których ma być akcja, zniszczone budynki, sporo śmiesznych sytuacji, słodkie futrzaste zwierzątko, a wszystko powinno zostać wrzucone do kotła pełnego dodatkowych wątków, skakania po lokacjach i zbędnych postaci. Gotowy wywar ma się natomiast ciągnąć i powoli lać, bo przecież przyjemnie się to ogląda. „Zbrodnie Grindelwalda” prezentują się jak jeden wielki dość przyjemnie wyglądający przerywnik łączący dwa ważaniejsze filmy. Wprowadza nam masę dodatkowych postaci, rozprasza uwagę retrospekcjami i pobocznymi wątkami, a wzbudzających największe zainteresowanie bohaterów chowa pod peleryną niewidką. Dumbeldora i Grindelwalda jest bowiem niewiele. Za to mieliśmy mnóstwo spacerów i opowieści o tym, jaki to magiczny rewolucjonista jest zły.

zbrodnieFantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindewalda: 7/10

Wszyscy dorastamy. Jest to proces, którego nie da się uniknąć. Oczywiście złośliwi twierdzą, że w tym czasie dojrzewają tylko kobiety, a mężczyźni od 5 roku życia już tylko rosną. Nowe obowiązki, nowo poznani ludzie, praca, rachunki i cała masa życiowych problemów. Dodatkowo społeczeństwo stale naciska, abyś zachowywał się stosownie do wieku, bo przecież nie przystoi dorosłemu mężczyźnie oglądać kreskówek, a rozmawianie z pluszakami i traktowanie ich jak przyjaciół to już gwarancja wieloletniego wypoczynku w zakładzie o monotonnym wystroju. Pod taką presją ugiął się nawet mały Krzyś. Wyjazd do internatu, walka na froncie, upadek Anakina oraz odpowiedzialność za żonę i córkę sprawiają, że Christopher Robin zapomina o wypchanych zwierzakach ze Stumolowego Lasu. W ich trocinowych serduszkach młody chłopiec pozostał jednak na zawsze. Gdy niespodziewanie z lasu znikają wszystkie zabawki, biedny miś o bardzo małym rozumku postanawia prosić dorosłego już Krzysztofa o pomoc. Od dawna już moje uczucia nie zostały tak wybrykane, jak podczas spotkania Kubusia z dawnym przyjacielem. „Krzysiu, gdzie jesteś?” to nie tylko wyprawa na poszukiwanie starego przyjaciela i innych maskotek. To wzruszająca akcja ratunkowa dla ukrytych głęboko w naszych sercach dzieci, które często przegrywają z dorosłym „Ja”. I które czasem powinniśmy uratować.

christopherKrzysiu, gdzie jesteś?: 9/10

Każda, nawet najlepsza grupa ma zazwyczaj w swoich szeregach przeciętniaka, który może i nie jest niezwykle inteligentny, niesamowicie wysportowany, ani szczególnie rozgarnięty, ale wszystkie swoje niedoskonałości i średnie statystyki rekompensuje błyskotliwością, urokiem osobistym oraz ogromnym sercem. Gdy każdy kolejny kinowy superbohater zaciekle ćwiczy nad swoimi mocami, tuninguje swój kombinezon lub planuje wielką akcję do następnego filmu, Scott pozostaje sobą, zwykłym kolesiem z przedmieścia. Zamiast wyrywać się do ratowania świata i utrzymania pokoju na świecie w pierwszej kolejności dba o utrzymanie uśmiechu na ustach swojej ukochanej córki. Niech się pali, niech kosmici najeżdżają planetę, a postrzelony szaleniec próbuję wymazać połowę wszechświata… on będzie gotów by odebrać połączenie alarmowe od Cassie. Jego areszt domowy i weekendy z córką utrudniają obowiązki związane ze strojem i umiejętnościami. Musi on pomóc w budowie kwantowego czegoś, by przenieść się w kwantowe gdzieś, a tam odnaleźć kwantowe lekarstwo na kwantową chorobę… jeżeli w uniwersum Marvela jeszcze raz usłyszę „kwantowy” to się po prostu wk…wkwantuje. Smerf lingwista wniósł podobno sakrgę o niesmerfne naruszenie praw do smerfowania. Ant-man, teraz w towarzystwie Osy, w kinowym uniwersum Marvela spełnia funkcje uroczej i dobrodusznej postaci sprowadzającej pokręcony świat na ziemię. Z całą pewnością nie zachwyca, nie wywołuję gęsiej skórki ani przesadnych emocji. Zapewnia odrobinę oddechu w pędzącym superbohaterskim świecie. W końcu nigdy nie pretendował do roli wielkiego herosa. Zdaje sobie sprawę, że miałby mniej czasu dla swojego oczka w głowie, a przecież to jest dla niego najważniejsze.

cassieAnt-man i Osa: Kwantowe 6/10

 

[Jest to fragment przeglądu przygotowanego dla magazynu #kulturalnie, który ukaże się w styczniu]

Resztę przeglądu znajdziecie tutaj:

[That was Marvelous! Wasn’t It?]
[Jazda po sentymentach bez trzymanki]
[Czy rozmiar ma znaczenie?]
[The freezing touch of fear]
[Takie dawno, dawno temu, tylko że dla dorosłych…]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: